Zwyzywanie polskiego premiera przez prezydenta Francji od ekstremistów i antysemitów zostanie niewątpliwie zapamiętane. Życzyłbym sobie też, by w odpowiednim czasie zostało ono odpowiednio rozliczone. Wymaga tego i honor Rzeczpospolitej i zdrowe ustawienie relacji między naszymi krajami w przyszłości.

Nie mam nic do Francji – piękny kraj, choć zapuszczony tu i ówdzie. Ludzie – jak wszędzie – część ciężko pracuje, część roi o zamierzchłej potędze, a część najchętniej zagłodziłaby inną część. Nic wyjątkowego.

Przywódca Francuzów – tu doradzałbym daleko posuniętą ostrożność w obcowaniu z człowiekiem. I od razu ujmę to tak – niby jacyś pijarowcy piętnują zaglądanie komuś do alkowy, ale moim zdaniem mówmy to głośno – to z tymi pijarowcami jest coś nie teges. Facet, który jako dzieciak został uwiedziony przez nauczycielkę musi mieć skazę na psychice. Nie ma bata. Tak jak młoda dziewczynka uwiedziona przez pana od wuefu. A ostatnie, agresywne wypowiedzi pierwszego z Francuzów takie jak ta, że niezaszczepieni nie są dla niego obywatelami świadczy jak najgorzej o kondycji psychicznej osobnika. Atak na naszego premiera też wyszedł fatalnie.

Przy grillowanej przez Rosję Ukrainie nie mamy siły, żeby zwracać swoją uwagę gdzieś na Francję, a należałoby, bo to jest kolejne państwo w Europie, wyposażone w głowice jądrowe, którego przywódca wykazuje symptomy agresywnego niezrównoważenia.

Szansa na happy end znowu jakby zmalała.